czwartek, 23 marca 2017

Zapowiedź Męki i kontrowersje





Obraz Millaisa ,,Chrystus w domu rodziców" wydaje nam się bardzo szacownym i pobożnym dziełem.

Pomyśleć, że wywołał kiedyś oburzenie wiktoriańskich krytyków...

Ale po kolei. Jesteśmy oczywiście w warsztacie ciesielskim świętego Józefa. Jest w nim zresztą obecna, jak widać, cała Rodzina.
Oglądamy pewien wypadek. Mały Jezus podczas pomagania Opiekunowi skaleczył się w rękę. Stoi w centrum. Maryja, całując Go, usiłuje pocieszyć. Kobieta w pomarańczowej chuście, prawdopodobnie święta Anna, chce usunąć gwoźdź, który stał się przyczyną wypadku. Święty Józef ogląda skaleczenie. Z prawej strony podchodzi krewniak Jezusa, przyszły święty Jan Chrzciciel, niosąc naczynie z wodą do obmycia rany. Uwaga wszystkich obecnych jest skupiona na Dziecku, co wydaje się zrozumiałe. Poruszenie wokół wypadku uwydatnia jednak jego symboliczne, niepokojące, prorocze znaczenia, każąc w nim zobaczyć zapowiedź przyszłego Ukrzyżowania Jezusa. Dłoń została skaleczona w podobnym miejscu, co w czasie ukrzyżowania, a gdy przyjrzeć się uważniej powiększonemu detalowi, widać, że kropla krwi  spadła także na stopę, co już dopełnia obrazu ran poniesionych na krzyżu. 
 





Cały obraz obfituje w symbolikę religijną. Obcęgi i gwoźdź na stole oraz inne narzędzia widoczne w warsztacie ewidentnie nawiązują do Męki Pańskiej. Trójkątna węgielnica (przyrząd murarski) nad głową Jezusa kojarzy się z Trójcą Świętą; drabina - z Drabiną Jakubową ze Starego Testamentu. Przysiadła na niej gołębica, która symbolizuje Ducha Świętego. Woda, którą niesie mały święty Jan, stanowi prefigurację chrztu Jezusa. Przyglądający się wszystkiemu z lewej strony pomocnik świętego Józefa jest przedstawicielem przyszłych apostołów, którzy będą później świadczyć o życiu Jezusa. Przez otwarte drzwi zagląda stadko owiec, które symbolizują przyszłą wspólnotę wiernych.




Obraz zawiera więc cały zespół mistycznych znaczeń.
Wydaje się niemożliwe, aby mógł kogoś oburzyć. A jednak w swoim czasie został ostro zaatakowany przez wiktoriańskich krytyków. Dlaczego? Za zbyt realistyczne przedstawienie, zbanalizowanie, ich zdaniem, Świętych Osób. Wyglądają One tutaj jak przeciętni, biedni angielscy robotnicy; przedstawieni zostali w ,,niechlujnym", zabałaganionym warsztacie, którego podłoga zarzucona jest wiórami. (Millais odwzorował podobno rzeczywisty, współczesny sobie warsztat ciesielski na Oxford Street). Maryja sprawia wrażenie zabiedzonej i wymizerowanej, ma zmarszczki na czole (!), Święty Józef ma żylaste ręce. Sam wielki Dickens mścił się podobno nad przedstawieniem Postaci Małego Jezusa, grzmiał, że został On ukazany w ,,koszuli nocnej" i że ma krzywą szyjkę... 




Oskarżano młodego malarza o profanację tematu czy wręcz o bluźnierstwo.
 
Hm... Nam już dzisiaj raczej trudno zrozumieć podobne uprzedzenia...  Jak wynika z kilku tekstów z katolickich czasopism i portali, dzieło to jest dzisiaj postrzegane pozytywnie, jako wzruszające przedstawienie Zbawiciela w świetle zapowiedzi Jego Męki i Zmartwychwstania.

Może więc zostawmy dawnych anglikańskich (?) krytyków z ich zgorszeniem, a my pozostańmy przy naszym współczesnym przekonaniu, pocieszając się dodatkowo myślą, że młody malarz szybko zyskał uznanie następnymi swoimi obrazami.   




Literatura:

Wikipedia polska

Wikipedia anglojęzyczna

Tekst Frances Fowle o obrazie ,,Chrystus w domu Rodziców" na stronie Tate Gallery: http://www.tate.org.uk/art/artworks/millais-christ-in-the-house-of-his-parents-the-carpenters-shop-n03584
 
Leszek Śliwa, Zapowiedź ukrzyżowania, Tygodnik Gość Niedzielny 11/2014; gosc.pl
http://gosc.pl/doc/1915300.Zapowiedz-ukrzyzowania



 

Zastrzegam sobie prawa do tego tekstu.



 

2 komentarze:

  1. Pięknie i bardzo ciekawie opowiedziany obraz:-) Trudno uwierzyć, że to dzieło kiedyś wzbudzało tyle negatywnych emocji. Mnie chyba bardziej razi przedstawianie świętych jak księżniczek i królewiczów, tak powszechne we wcześniejszych epokach. Masz rację, Ewo Mario, w tym temacie nasza świadomość uległa zmianie. I dobrze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci, moja Kochana Stała Czytelniczko, za Twoją uważną lekturę i rzeczowy komentarz. I za słowo uznania! Ciekawa jest ta Twoja uwaga o niegdysiejszym przedstawianiu świętych jak królewiczów i księżniczek. Rzeczywiście, było tak! Kto pooglądał troszeczkę dawnych obrazów, musi przyznać Ci rację!
      Szczerze mówiąc, ja widzę w tym jakiś urok... Chociaż nie da się ukryć, że mało to miało wspólnego z rzeczywistością [ poza wypadkami, gdy święty rzeczywiście był królewiczem :)] A gdy jeszcze święty w dodatku był ukazany w stroju pochodzącym zupełnie nie z jego epoki, to cała rzecz była już całkiem oderwana od rzeczywistości. No ale... Tak jak wspomniałam, ja w tym pomieszaniu epok, strojów, nakładaniu świętym koron i ubieraniu ich w królewskie szaty widzę jakiś urok. Urok ukazywania innego świata, w którym ziemskie realia już nie obowiązują. W którym odzwierciedla się tylko potęgę i dostojeństwo duchowe.
      Ale realizm też jak najbardziej do mnie przemawia.
      Rozpisałam się trochę ale... Twoja dzisiejsza uwaga, Jolka, była dla mnie bardzo, bardzo inspirująca. Dziękuję Ci za nią! I za wszystko! Ty już wiesz za co :)))
      Chciałabym mieć więcej takich Czytelników.

      Usuń